piątek, 29 maja 2015

Rozdział 15.

    Mario, tak jak obiecał, przyszedł następnego dnia. Już o godzinie szesnastej zawitał do naszego domu. Do mieszkania wszedł równo z André, ponieważ byli na zakupach świątecznych. Niestety spędziłam z nimi niecałą godzinę, ponieważ byłam umówiona na spotkanie z Dominikiem. Dominik jest moim dobrym znajomym. Od kiedy na stałe zatrzymałam się w Dortmundzie, widywaliśmy się bardzo często i wymieniliśmy ze sobą wiele wiadomości. Czy coś do niego czuję? Nie. Nie wyleczyłam się z uczucia do Mario, którego nie potrafię przestać kochać. Wiem, że powinniśmy porozmawiać o tym, co było, ale jak na razie, ani ja, ani on, nie zamierzamy zacząć tego tematu. Unikamy go, jak tylko się da. Na razie nam się to udaje, ale do czasu...
-Dobra - wstałam z kanapy - ja lecę się ogarnąć.
-Gdzie? - zapytał zdziwiony mój brat.
-Umówiłam się na spotkanie - odparłam wymijająco.
-Z tym całym Dominikiem? - wywrócił oczami.
   
Kiedy zadał to pytanie, ja byłam już na schodach, ponieważ nie chciałam odpowiadać na nie przy moim byłym. A to dziwne, ponieważ nic, prócz znajomości, nie łączy mnie z tym mężczyzną. Pierwsze, co zrobiłam po wejściu do pokoju, to otworzenie szafy w celu znalezienia odpowiednich rzeczy. Na dworze panowała minusowa temperatura, więc najlepszym wyjściem było ubrać się ciepło. Wyjęłam czarny sweter oraz tego samego koloru rurki. Odłożyłam je na bok i ruszyłam do łazienki, aby zrobić sobie delikatny makijaż. Pomalowana wróciłam do swojego pokoju, gdzie założyłam wybrane przeze mnie ciuchu. Następnym etapem, było upięcie włosów, a kiedy to już nastąpiło, wystarczyło dobrać jakieś dodatki, co przyszło mi bardzo szybko. Ze szkatułki wyjęłam pierścionek oraz bransoletkę. Do czarnej torebki spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i gotowa zeszłam na dół. Założyłam buty, dosyć gruby płaszcz, a szyję okręciłem delikatnym szalem. Zajrzałam do salonu, gdzie siedzieli piłkarze, aby oznajmić, że wychodzę.
-To ja idę.
-O której będziesz?
-Tak około dwudziestej.
-Będę czekał z zegarkiem w ręku - zaśmiał się Götze.
    Zawtórowałam mu i już po chwili wyszłam z domu, kierując się w stronę umówionego miejsca, jakim była kawiarnia. Szłam dziarskim rokiem przez park, zadowalając się pogodą, która panowała. Przyjemny chłód podrażniał moje policzka, sprawiając, że te zaróżowiały się. Po piętnastu minutach byłam na miejscu. Weszłam do środka budynku. Od razu poczułam bijące ciepło z lokalu. Wzrokiem wyszukałam znajomego, z którym byłam umówiona. Siedział przy oknie, wpatrując się w ekran telefonu. Podeszłam do niego, a kiedy ten mnie zauważył, pocałował w policzek na powitanie.
-Hej, ślicznie wyglądasz.
-Cześć, dziękuję - uśmiechnęłam się - jakiś powód spotkania?
-Chciałem Cię zobaczyć, porozmawiać.
-Okej.

&Mario&
    Natalia wyszła na spotkanie z jakimś kolesiem. Nie miałem pojęcia kim on jest, ale już mi nie pasował. Chciałbym, żeby blondynka została, żebyśmy spędzili razem czas, żebyśmy obejrzeli film, w trakcie którego przytuliłaby się do mnie. Cholernie mi jej brakuje. Chciałbym mieć ją przy sobie cały czas, ale spieprzyłem i teraz muszę to naprawić. Naprawię to i mam nadzieję, że nikt nie wpieprzy się butami w moje plany. Jednym słowem, jestem zazdrosny. Mario Götze jest zazdrosny o kobietę, którą zranił.
-No już, zapytaj - zaśmiał się mój przyjaciel - minęło już dziesięć minut - odparł, spoglądając na zegarek, który znajdował się na jego ręce.
-Ale co?
-No już, pytaj, kim on jest - roześmiał się - i tak długo wytrzymałeś.
-No mów, a nie się śmiejesz.
-Dużo nie wiem..
-No mów już - ponaglałem go.
-Ma na imię Dominik. Jest Niemcem i jest z waszego wieku. Natalia wspominała, że trenował boks, a teraz studiuje coś związanego ze sportem, nie pamiętam już.
-A kim dla niej jest?
-Kręcił się jeszcze koło niej, jak byliście razem, ale tak bardziej przyczepił się we wrześniu. Jakiś tam jej znajomy.
    Odetchnąłem głęboko, przyswajając wszystkie wiadomości. Nie ma szans, żeby on mi ją odbił. Ja się jej chciałem oświadczyć i jeszcze to zrobię. Zrobię dla niej wszystko. Ona jest dla mnie wszystkim. Kocham tylko ją. Zdałem sobie sprawę, że nie doceniałem jej. Człowiek jest dziwnie skonstruowany. Dopiero, kiedy straci ważną dla siebie osobę, zaczyna rozumieć, że nie potrafi bez niej funkcjonować. Popełniłem wiele błędów, ale strata Polki była zdecydowanie najgorszym z nich wszystkich. Walcz, Götze, walcz.

&Natalia&
    Spędziłam z Dominikiem dobre półtorej godziny. Dobrze się dogadujemy, mamy wspólne tematy, lecz na nic więcej nie może liczyć. Zwykli znajomi, tyle. Zaoferował, że odprowadzi mnie do domu ze względu na dosyć późną porę. Spokojnym krokiem ruszyliśmy do mojego domu. Usta nam się nie zamykały i co chwila wybuchaliśmy śmiechem. Czułam się przy nim dobrze, ale nie najlepiej. Po kilkudziesięciu minutach byliśmy już przed moim miejscem zamieszkania.
-Muszę Ci coś powiedzieć - usłyszałam, kiedy miałam już wchodzić na posesję.
-Tak?
-Podobasz mi się - zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość - bardzo.
    Nie wiedziałam co powiedzieć, jak zareagować. Nic do niego nie czułam. Położył dłoń na moim policzku i chciał pocałować.
-Nie - powiedziałam stanowczo i odsunęłam się od niego.
-Co? - wyraźnie zdziwił się moją decyzją.
-Nie - powtórzyłam - Dominik, przykro mi, ale ja nie odwzajemniam Twoich uczuć. Przepraszam.
-Dalej czujesz coś do niego, tak?! - zapytał, mając na myśli Mario.
-Tak. Przykro mi, naprawdę przepraszam.
    On odwrócił się i odszedł w swoją stronę. Nieco zaskoczona weszłam na posesją i skierowałam się do drzwi wejściowych. Nacisnęłam klamkę, a kiedy przekroczyłam próg domu, usłyszałam głos przyjaciela.
-Spóźniłaś się moja droga - mimo, że był poważny, wiedziałam, że w środku wybucha śmiechem.
-Ooo, a ty dalej tutaj. Domu nie masz? - zażartowałam.
-Miałem nadzieję, że mnie przyjmiesz. Twoje łóżko stoi puste.
-Nie pozwalaj sobie - roześmiałam się i zdjęłam odzienie wierzchnie - André, zrób mi herbatę, jak już jesteś w kuchni - zawołałam, wchodząc do salonu.
-Jak było na spotkaniu? - zagaił.
-Dobrze, nie tak źle - odparłam - ziiiimnooo.
    Przeciągnęłam litery i przyłożyłam dłonie do twarzy mężczyzny, aby pokazać mu, jak chłodne mam ręce. Ten ujął je w swoje ręce i zacisnął w uścisku, grzejąc je w ten sposób. Podziękowałam mu, posyłając mu wdzięczny uśmiech i położyłam głowę na jego ramieniu. Po kilku minutach do pokoju wszedł mój brat z uśmiechem na twarzy i trzema kubkami, z których unosiła się para. Postawił je na stoliku, a ja momentalnie wzięłam mój ulubiony kubek i upiłam łyk ciepłej herbaty. Po chwili do Mario zadzwonił telefon, jak się okazało, była to jego rodzicielka.
-Dobra, będę się zbierał - westchnął, kiedy zakończył połączenie.
-Już? - zasmuciłam się.
-Mam pomóc tacie przy czymś tam jeszcze, a Felix i Fabian są w kinie.
    Odprowadziłam go do korytarza, gdzie się ubrał, a na pożegnanie pocałował mnie w policzek. Wróciłam do salonu, gdzie nowy nabytek Borussii, włączył film.
-Idź zrobić popcorn, zaraz będzie fajny film.
    Posłuchałam go i ruszyłam do kuchni, aby spełnić prośbę piłkarza.


~*~

Witam Was w ten piękny wieczór :)
Co u Was?
Jak podoba się rozdział?
Czy Dominik namiesza w życiu siostry André?
Czy Mario odzyska ukochaną?
Podzielcie się ze mną Waszymi przemyśleniami :D
Zapraszam do komentowania ♥
Pozdrawiam :)
Anonimowa N

piątek, 15 maja 2015

Rozdział 14.

    W przeciągu tygodnia, pogoda diametralnie się zmieniła. Na dworze panowała minusowa temperatura, a warstwy śniegu przyozdabiały ulice. Sezon się zakończył, a dortmundczycy zajęli 17. miejsce w tabeli. Teraz wszyscy chcą się zregenerować i odpocząć, aby druga część sezonu była znacznie lepsza od pierwszej. Przygotowania do świąt trwały w najlepsze. Mój kontakt z Mario się poprawił. Spotykamy się każdego dnia. Dowiedziałam się, że na początku zatrzymał się u Marco, ale szybko wyprowadził się od niego i na czas pobytu w Dortmundzie, zamieszkał z rodzicami. Chociaż większość czasu i tak spędza u nas. Nie rozmawialiśmy o tym, co było, nie poruszaliśmy tego tematu. Oboje unikamy go, jak ognia, chociaż wiadomo, że nadejdzie moment, w którym będziemy musieli pochylić się nad tamtym okresem. Nie jesteśmy parą, zostaliśmy przyjaciółmi. Święta tuż, tuż, więc i przygotowania idą pełną parą. Za parę dni wigilia, a my nie mamy ubranej choinki, ani przystrojonego domu. Kiedyś ubieraliśmy ją z André w Wigilię Bożego Narodzenia, lecz teraz uczta ma odbyć się u nas, co wiąże się z tym, że nie będzie w ten dzień czasu. Mój brat razem ze swoim przyjacielem pojechali wybrać choinkę, a ja w tym czasie rozmawiałam z Cathy na skypie. Po godzinnym wideoczacie, moja przyjaciółka musiała zakończyć rozmowę, ponieważ razem z Matsem wybierali się na zakupy świąteczne. Na szczęście ja mam je już za sobą. Prawie wszystkie prezenty mam zakupione. Zamknęłam laptopa i ruszyłam do pomieszczenia, w którym zostawiłam ozdoby choinkowe. Znosiłam je na dół, kiedy usłyszałam wjeżdżające auto na podjazd. Chwilę później słyszałam już przekleństwa i obelgi rzucane pod adresem świątecznego drzewka. Obaj panowie męczyli się z nią, aby ta mogła zagościć w naszym domu.
-Idioto, przecież nie zmieścimy je przez drzwi frontowe - jeden z nich wybuchnął.
-To którędy chcesz ją wnieść?! - zirytował się drugi.
-Spróbujmy tarasem.
    Ruszyłam w kierunku drzwi tarasowych, które otworzyłam zanim ci, zdążyli poprosić mnie o zrobienie tego. Po męczarni, wnieśli ją i postawili w salonie. Musieli też przesunąć kanapę, lecz z tym nie mieli akurat żadnego problemy. Pomarudzili trochę i zmęczeni rzucili się na nią. Ja natomiast zabrałam się za strojenie świątecznego drzewka. Widząc nietęgie miny mężczyzn, postanowiłam, że nie poproszę ich o pomoc, niech odpoczywają. Po godzinie, iglak był ozdobiony. Chłopcy trochę mi pomogli, ponieważ drzewko było ogromne, a ja nie dostałam do czubka i jego okolicy. Wspólnie, zadowoleni ze swojej pracy, zasiedliśmy na kanapie. Chcąc, nie chcąc, musiałam się ponownie podnieść, aby pozbierać pudełka po ozdobach. Wyniosłam je do wolnego pomieszczania i skierowałam się do kuchni, gdzie miałam zamiar zrobić gorącą czekoladę. Kiedy kubki były zapełnione cudownym napojem, wyjęłam ciasteczka i ułożyłam je na talerzyku, a następnie stawiając wszystko na tacy, zaniosłam do salonu. Obaj piłkarze ucieszyli się na widok, tego co ujrzeli na tacy. Zadowoleni wzięli w dłonie kubki i upili łyk czekolady, ówcześnie zamaczając w nim kawałek ciastka. Widząc ich radosne twarze, mimowolnie się uśmiechnęłam i poszłam w ich ślady. Myśląc, że czeka mnie przystrojenie wnętrza domu, odechciewało mi się wszystkiego. Postanowiłam, że zrobię to później. Mój brat miał ozdobić dom z zewnątrz, a ja oczywiście mu w tym pomogę.
-Może wpadniesz do nas na wigilię? - zaproponował najstarszy z naszej trójki.
-Chętnie, ale wiesz, spędzę ją z rodzicami i braćmi - odparł młody Niemiec.
-To może po?
-Zobaczę jeszcze, ale bardzo kusząca propozycja. Dziękuję. - uśmiechnął się - ale drugi dzień świąt spędzamy u Reusa, nie zapomnijcie - przypomniał nam.
-Pamiętamy - odezwałam się, posyłając mu uśmiech.
-Będę się zbierał. Jest już po piętnastej, a ja obiecałem mamie, że założę światełka z Fabianem.
    Mój były chłopak wstał z zajmowanego miejsca i pożegnawszy się z przyjacielem, ruszył do korytarza, a ja podążyłam za nim. Kiedy ubierał buty i kurtkę, stałam oparta o ścianę. Ubrany, podszedł do mnie i przytulił na pożegnanie. Odwzajemniłam uścisk i mimo tego, że nie chciałam go wypuszczać, zrobiłam to.
-Wpadnę jutro - zapewnił.
-Jasne, będę czekać.
    Uśmiechnął się, zadowolony z usłyszanych słów, pocałował mnie w policzek i wyszedł z domu. Patrzyłam za nim, dopóki nie straciłam go z oczu. Wróciłam do salonu, gdzie reprezentant Niemiec, siedział i oglądał telewizję. Zajęłam miejsce obok niego. Siedzieliśmy w ciszy, dopóki mężczyzna jej nie przerwał.
-Pasuje iść z tymi światełkami zanim się ściemni, prawda?
-Zawsze można zrobić to jutro.
-Jutro jestem umówiony, jadę z chłopakami na zakupy świąteczne.
-To chodźmy teraz - leniwie wstałam z sofy.
    Ruszyliśmy do holu, gdzie ubraliśmy się ciepło i biorąc pudełka ze światełkami, wyszliśmy z domu. Najpierw okręciliśmy je wokół betonowej poręczy na schodach, a następnie weszliśmy do domu, kierując się na balkon. O dziwo, szybko nam zeszło i głodni weszliśmy do kuchni, aby
przygotować coś do jedzenia. André powiedział, że ma pomysł na pewną potrawę. Kazał mi pokroić ziemniaki, a sam zajął się resztą. Widziałam, jak wyciąga z lodówki mięso. Po chwili poprosił, abym zrobiła sałatkę. Ciekawa efektu końcowego, zgodziłam się i zabrałam się za krojenie warzyw. Długo mi nie zeszło i zobaczyłam, że mój brat wstawia blaszkę wyłożoną ziemniakami do pieca, a mięso kładzie na rozgrzanej patelni. Przysiadłam na krześle i patrzyłam na jego poczynania. Uwielbiałam spędzać z nim czas. Mieliśmy wspaniały kontakt. Zawsze sobie pomagaliśmy. Jest osobą, której ufam bezgranicznie, zrobiłabym dla niego wszystko. Rodzice mają przyjechać dwudziestego czwartego grudnia. Zostaną na niecałe dwa dni, ponieważ już dwudziestego szóstego wyjeżdżają rano do rodziny do Stuttgartu. Chciałabym, aby te święta były cudowne. Zero kłótni, sporów, sprzeczek, tylko miła atmosfera. Święta z bliskimi, to najlepsze święta. To oni dają nam szczęście i radość. Ja przez pewien czas tego nie doświadczyłam, lecz potem stało się to czymś normalnym. Dziękuję za to André, ale także innym bardzo ważnym dla mnie osobom. Święta to wspaniały czas i zrobię wszystko, aby takie były.

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 13.

    On tam naprawdę siedział i patrzył w moją osobę. To naprawdę on. Mój oddech przyspieszył, a serce podeszło do gardła. Nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Słyszałam stłumione głosy rozmawiających i śmiejących się przyjaciół. Odgłos bicia mojego serca, zagłuszał wszystkie inne dźwięki. Nie wiedziałam co mam robić. Wstać i wyjść, zostać na miejscu, czy może podejść do mężczyzny, który zawrócił mi w głowie, jak nikt inny? Spanikowałam. Przeprosiłam znajomych, wymyślając na poczekaniu, że idę się przewietrzyć. Szybko wstałam z siedziska i energicznie ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Na zewnątrz, ciaśniej opatuliłam się szalem i zapięłam skórzaną kurtkę. Głęboko wciągałam powietrze, starając się uspokoić myśli, które teraz kłębiły mi się w głowie. Podeszłam do najbliższej ławeczki i zajęłam na niej miejsce. Na dworze panowała niska temperatura, która sprawiła, że zaczęło mi być naprawdę zimno. Gdy wychodziliśmy z domu, było ciepło, lecz teraz temperatura znacznie opadła. Moje ciało zaczęło się trząść, ale ja mimo to, nie chciałam wracać do lokalu. Pocierałam dłońmi, od czasu do czasu chuchając w nie. Moje policzki oraz nos z całą pewnością zrobiły się różowe z chłodu, jaki panował. Poczułam dłoń na ramieniu. Podążyłam wzrokiem za osobą, do której ona należała. Przede mną stał Mario. Usiadł obok mnie i objął ramieniem, przyciągając do siebie.
-Jest tak zimno, a ty tu siedzisz i to jeszcze nieubrana - powiedział z wyrzutem.
    Nie zważając na nic, wtuliłam się w jego ciało, napawając jego zapachem. Brakowało mi go i to cholernie. Tęskniłam za nim. Przytulił mnie mocniej, kładąc swoją głowę na mojej.


&Mario&
    Przyjechałem w odwiedziny do Dortmundu. Zatrzymałem się u Marco, a ten zaproponował mi wypad na karaoke. Nie byłem do tego przekonany, ale kiedy powiedział, że będzie tam ona, nie zastanawiałem się ani chwilę. Od razu się zgodziłem. Nie widziałem się z nią od wypadu na Ibizę. Już myślałem, że na wakacjach między nami się ułoży, ale myliłem się. Kiedy Reus powiedział mi, że kręci się koło niej jakiś koleś, myślałem, że rozerwie mnie od środka. Tak, jestem cholernie zazdrosny o dziewczynę, którą straciłem. Te miesiące były dla mnie katorgą. Zawsze, kiedy wracałem z treningu, ona była w domu. Pierwsze, co robiłem, to podchodziłem do ukochanej i witałem się z nią pocałunkiem. Nawet, kiedy się pokłóciliśmy, wiedziałem, że jest w domu. A teraz? W moim lokum jest pusto. Wprawdzie zaproponowałem rodzicom, aby się wprowadzili, lecz oni odmówili, ponieważ tata ma pracę w Dortmundzie, a Felix nadal chce grać w Borussii. Myślałem nad przenosinami, lecz w tym momencie jest to niemożliwe. Kontrakt obowiązuje mnie do 2017 roku i wątpię, aby Bayern puścił mnie wcześniej. Ponadto nie wiem, czy Borussia byłaby chętna, abym znowu występował w czarno-żółtym trykocie. Minusem jest to, że nie wydałaby na mnie tyle pieniędzy, to nie jest filozofia tego klubu. Oni tworzą drogich zawodników, a nie ich zakupują. Spełniłem swoje marzenie, którym było trenowanie pod okiem Guardioli, ale czy jestem szczęśliwy? Nie jestem bez ukochanej przy boku. Zasypiałem i budziłem się, trzymając w ramionach cały mój świat. Była ukojeniem moich nerwów.  Odtwarzałem w myślach jej uśmiech, głos, to w jaki sposób się przytulała do mnie, to w jaki sposób mówiła, że mnie kocha, wypowiadała czułe słówka pod moim adresem. Jedno jest pewne. Muszę ją odzyskać. Blondynka jest moim wszystkim. Wiem, banalne, ale prawdziwe. Kiedy się rozstaliśmy straciłem część siebie,
świat mi się zawalił. Teraz czuję pustkę nie tylko psychicznie, ale także fizycznie. W myślach przywracam nasze wspomnienia.
    Poprosiłem blondyna, aby nie mówił Natalii, że jestem w mieście, a tym bardziej, że będę w tym samym lokalu, co oni. Zawiadomiłem go również, że przyjdę w innym czasie do knajpy, niż oni. Cieszyłem się na ponowne spotkanie jasnowłosej, lecz bałem się też jej reakcji na mój widok. Gdy zbliżała się godzina osiemnasta, postanowiłem się zbierać do wyjścia. Odświeżyłem się i ubrałem. Gotowy zabrałem dokumenty, portfel i kluczyki do auta, a następnie wyszedłem z domu, ówcześnie go zamykając. Wsiadłem do samochodu i odjechałem w kierunku miejsca docelowego, jakim był budynek, w którym znajdowali się znajomi. Na miejscu byłem już po około dwudziestu minutach. Zaparkowałem pojazd i ruszyłem do drzwi, a chwilę potem znajdowałem się już wewnątrz kwatery. Zauważyłem przyjaciół, lecz nie podszedłem do ich stolika, a wybrałem ten, który znajdował się niedaleko nich. Postanowiłem, że posiedzę tutaj chwilę, a dopiero potem do nich podejdę, tym bardziej, że kobieta mojego życia miała śpiewać jedną ze swoich piosenek. Byłem szalenie ciekaw jej utworu. Zamówiłem kawę na rozgrzanie i wyjąłem telefon z kieszeni, aby się czymś zająć. Po kilku minutach na scenę wszedł mój przyjaciel z moją miłością. Wylosowali piosenkę Johna Mamanna - Love Life. Czekałem na to, aż zaczną śpiewać, co już po chwili nadeszło. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Blondynka ma niesamowity głos. Została obdarzona wielkim talentem. Cóż, mój kumpel również nie był zły, ale dla niego Bóg był oszczędny w talent wokalny. Po skończeniu utworu, dostali gromkie oklaski. Niemiec odszedł do stolika, a Polka została i zasiadła przed pianinem. To teraz miała zaśpiewać swoją autorską piosenkę. Wsłuchałem się w jej głos, ale niestety śpiewała w swoim ojczystym języku i nic nie rozumiałem, lecz wybawieniem był tekst, który wyświetlony został na ścianie. Byłem oszołomiony. Wszystko wskazywało na to, że była ona... o mnie? Zakończyła i ponownie została nagrodzona brawami. Wróciła do przyjaciół, a ja jedynie odprowadziłem ją wzrokiem. Po pewnym czasie, spojrzała na mnie. Zauważyła mnie. Chwilę później wyszła z lokalu. Zabrałem swoje rzeczy i wyszedłem za nią. Zastałem ją siedzącą na ławce przed budynkiem. Było zimno, a ona miała na sobie cienką kurtkę i szalik. Usiadłem obok kobiety i przytuliłem ją do siebie, wcześniej komentując jej ubiór. Ta wtuliła się we mnie, a ja poczułem rozlewające się szczęście i ciepło wewnątrz mnie. Po tylu miesiącach ponownie miałem w ramionach najcenniejszy skarb. Starałem się w jakiś sposób ją ogrzać. Po pewnym czasie, wróciliśmy do znajomych. Przywitałem się z nimi i rozmowy dalej się toczyły. Czy to początek czegoś lepszego? Czy teraz wszystko się naprawi? Götze, nie spieprz tego.



~*~

Co się dzieje, że ostatnio zmniejszyła się liczba komentarzy? :c

piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 12.

    Czy czas zagoił rany? Wypełniła je tęsknota. Staram się żyć od nowa. Czy mi się uda? Mam przy sobie bliskich. Mam brata, przyjaciół. Lecz nie ma JEGO. Tego, którego kocham ponad wszystko. Tego, który malował moje dni. Minęło kilka tygodni, miesięcy. Aktualnie mamy grudzień. Bundesliga idzie pełną parą. Niestety drużyna prowadzona przez Jürgena Kloppa zanotowała najgorszy start w lidze od dwudziestu siedmiu lat. Kto by się spodziewał. Wszyscy się starają. Każdy daje z siebie wszystko. To frustrujące. Gdzie jest 'to coś'. 'To', co powoduje tak koszmarną grę dortmundczyków. Każdy zachodzi w głowę, co jest nie tak. Kontuzje? Zła taktyka? Za duże obciążenie? Gdzie leży kłopot?! Życie jest zaskakujące. Raz jesteś na wyżynach swoich możliwości, w sławie, chwale, a kilka chwil później spadasz na dno. Nietypowe poczucie humoru życia, czy może Bóg robi Ci psikusa? Pytań wiele, a odpowiedzi brak. Z Mario nie mam kontaktu od feralnego zajścia na wakacjach. Nie mam pojęcia, co się z nim dzieje. Czy jest sam, czy ma dziewczynę. Mam nadzieję, że jest szczęśliwy. Szerokim łukiem omijam wiadomości z nim związane. Czy w moim życiu ktoś jest? Nie ma nikogo, kto zawróciłby mi w głowie tak, jak dwudziesto dwu latek. Staram się uśmiechać, a przynajmniej udawać radosną. Jednakże wiem też, że bliscy wiedzą, że nie jest dobrze.
    Marco bardzo spodobały się wyjścia karaoke, na których daje popis swoich możliwości wokalnych. Wyciągał nas na takie imprezy, w każdy możliwy sposób. Tak było i tym razem. Blondyn zwołał grupkę znajomych, których wszystkimi siłami próbował wyciągnąć do lokalu.
-No weźcie, co wy tacy drętwi jesteście - jęczał Reus.
-Reus, zamknij się - odparł rozbawiony Anré.
-No chodźcie - marudził.
-Jak pójdziemy, to dasz nam spokój? - zapytałam niepewnie.
-Tak - od razu odparł.
-Dobra. Pójdziemy - westchnęłam zrezygnowana.
-Chyba żartujesz - zajęczał André.
-Jesteś najlepsza - krzyknął zadowolony blondyn.
-Ale ostatni raz - zarzekłam się.
-Zobaczymy, maleńka - zaśmiał się.
    Chcąc, nie chcąc, ruszyłam do pokoju, aby przygotować się na wyjście ze znajomymi. Wyjrzałam przez okno, aby oszacować, jak powinnam się ubrać. Po chwili zestaw ubrań, które miałam założyć
był gotowy. Pora roku, jaką teraz mamy to zima, lecz nazwa nie odzwierciedla tego, co dzieje się na dworze. Śniegu brak, a temperatura powietrza nie różni się dużo od tej, która była w jesieni. Odświeżyłam się, zrobiłam delikatny makijaż i gotowa zeszłam do chłopaków, którzy zasiadali na kanapie w salonie.
-Gotowa - zawołałam.
-Nareszcie - usłyszałam pomruk.
    Zaśmiałam się i wyszłam za blondynem z domu. Podążyłam za nim, aż do auta, gdzie usiadłam z przodu, co liczyło się z niezadowoleniem starszego Schürrle. Zapięłam pasy, kiedy ruszyliśmy w drogę prowadzącą do lokalu. Rozmawialiśmy podczas jazdy. Wypytywałam się, kto ma jeszcze być. Dzięki czemu dowiedziałam się, iż oprócz nas, zjawić się ma Mats z Cathy, Henrikh oraz Moritz z Lisą, który przyjechał odwiedzić kolegów. Na miejscu zajęliśmy stolik i cierpliwie czekaliśmy na resztę. Nasze tematy biegły od muzyki, aż po sport, czy codzienne czynności. Chłopcy myśleli trochę o wakacjach zimowych. Zastanawiali się, gdzie można by je spędzić. Padło na Dubaj, jak co roku. Po piętnastu minutach dosiadły się do nas wyczekiwane przez nas osoby. Rozmowa toczyły się w najlepsze. W pewnym momencie Marco przekonał mnie do występu. W tym lokalu znali nas już bardzo dobrze. Odwiedzaliśmy go raz, czasami dwa razy, w tygodniu, aby pośpiewać w karaoke. Była to fajna odskocznia od życia codziennego. Każdy mógł się przy tym odstresować. Wylosowaliśmy piosenkę Johna Mamanna - Love Life. Zaczęliśmy śpiewać, wygłupiając się przy tym z Reusem. Kiedy utwór się zakończył, na sali rozbrzmiały oklaski. Podszedł do nas organizator karaoke i zaproponował, abym zaśpiewała swoją piosenkę. Marco się jedynie wyszczerzył i machał mi, oddalając się do stolika. Wiedziałam już, że to jego sprawka. Przystałam na propozycję młodego mężczyzny i już po chwili siedziałam przy pianinie. Odetchnęłam głęboko.
-Piosenka nosi tytuł 'ciemno'* i jest moją autorską piosenką - wyjaśniłam.
    Wzięłam jeszcze raz głęboki oddech i położyłam palce na klawiszach, które po chwili wydały z siebie oczekiwany przeze mnie dźwięk.

Ciemno, tak tu ciemno
Dławi mnie własny lęk
Ciemno, tak tu ciemno
Słyszę głos, woła mnie

Ostry ból, znów ten stan
Już wiem, że czas nie leczy ran

Powiedz dokąd iść, gdy wokół tylko mrok
Kiedy nie mam już nic
Powiedz jak mam żyć, gdy dawno już umarłam
I nie potrafię dziś śnić
Pomóż mi

Ciemno, tak tu ciemno
Zabrałeś mi ostatni blask
Ciemno, tak tu ciemno
Słońca brak, rozjaśnij dzień

Wieczna noc, wieczny strach
Nie ma Cię kolejny raz

Powiedz dokąd iść, jak zabić własny strach
Kiedy nie mam już sił
Powiedz jak mam żyć, choć ciągle modlę się
To nie daje już nic
Pomóż mi


    Zakończyłam, a na sali ponownie rozbrzmiały brawa. W trakcie wykonu, zauważyłam, że tekst piosenki został przetłumaczony na niemiecki i był wyświetlony na ścianie. Robota Marco.  Pomyślałam. Uśmiechnięta zeszłam z podestu i podeszłam do stolika, gdzie od razu wpadłam w objęcia Cathy, Tym razem nie płakałam, kiedy śpiewałam. Piosenka została napisana z myślą o Mario. Kolejna. Dziewczyna Hummelsa zachwycała się moim głosem, a reszta jej potakiwała.
-Przestańcie, bo się zarumienię.
    Zaśmiałam się, a mój wzrok skierował się na stolik obok, gdzie zauważyłam mężczyznę, którego kochałam. Potrząsnęłam głową, myśląc, że to tylko moja wyobraźnia płata mi figle, lecz to nie była jej sprawka. On tam naprawdę siedział i patrzył w moją osobę.


***

* - piosenka Marty Bijan
https://www.youtube.com/watch?v=FbXvVew70fU

Pozdrawiam :)

piątek, 17 kwietnia 2015

Rozdział 11.

    Siedziałam w hotelowym pokoju i biłam się z myślami, czy iść porozmawiać z Mario. Tak bardzo chciałam przeprosić go za wszystko. Źle postąpiłam, rozstając się z nim. Chcę jego szczęścia. Zawsze tak było. A tymczasem zerwałam z nim, sądząc, że tak będzie lepiej, że będzie szczęśliwszy. Kocham go i zrobię wszystko, aby go odzyskać. Mam nadzieję, że mi wybaczy. Rozmyślałam o tym, co było, co jest i co mogłoby być, gdybym nie spieprzyła. Wstałam z łóżka, na którym siedziałam i zaczęłam krążyć po pokoju. Miałam mętlik w głowie. Nie mogłam dojść ze sobą do porozumienia. Iść do niego, czy zostać? Zdecydowałam się.
-Pójdę do niego - powiedziałam do siebie.
    Weszłam do łazienki, aby spojrzeć na własne odbicie w lustrze. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam z pokoju. patrzyłam na numerki pokoi hotelowych, aby znaleźć ten właściwy. Wzrokiem odszukałam drzwi, na których widniały cyfry od jednostki mieszkalnej Götzego. Niepewnie do nich podeszłam i zapukałam. Poczekałam chwilę, lecz z pokoju nie dochodziły żadne dźwięki. Nacisnęłam klamkę, lecz drzwi nie puściły. Oznaczało to, że albo nie ma go w środku, albo najzwyczajniej w świecie mnie ignoruje. Postanowiłam to sprawdzić. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to plaża, która znajdowała się niedaleko hotelu. Skierowałam się ku wyjściu, a już po chwili
znajdowałam się na zewnątrz. Było już ciemno. Na niebie widniał księżyc w pełnej okazałości, a wokół niego znajdowały się gwiazdy, które swoim blaskiem oświetlały otoczenie. Ruszyłam przed siebie z nadzieją, że spotkam ukochanego. Szłam już kilka minut, kiedy zauważyłam postać. Z całą pewnością był to mężczyzna i nie był on sam. Ale czy był to Mario? Kim była druga osoba? Stanęłam w miejscu, wpatrując się w nie przez chwilę. Zdecydowałam się podejść bliżej. Zbliżali się do siebie. Przytulili się, a następnie pocałowali. Tak, to był Mario. Spóźniłam się. Zepsułam wszystko. Moje serce rozpadło się na miliony małych kawałeczków. Tylko jedna osoba jest w stanie je poukładać w całość i sprawić by było dobrze. Lecz ta osoba jest szczęśliwa z kimś innym. Łzy spływały mi po policzkach, a nogi odmówiły posłuszeństwa. Zebrałam ostatki sił i szybkim krokiem opuściłam tamto miejsce. Chciałam się znaleźć jak najdalej od tej sytuacji. Znowu. Czy ja uciekam przed czymś? Jeśli tak to przed czym? Ścierałam słone krople z twarzy, dopóki nie znalazłam się w nieznanym mi miejscu. Zatrzymałam się i rozejrzałam dookoła. Moje bicie serca przyspieszyło. Jestem w obcym miejscu i nawet do końca nie pamiętam, jak tutaj doszłam. Żadnego żywego ducha. nikogo tu nie było. Mój telefon zaczął wibrować w kieszeni. Wyjęłam go, a na wyświetlaczu ujrzałam zdjęcie Marco. Wahałam się, czy odebrać połączenie, jednak zdecydowałam się na rozmowę z nim. Szybko otarłam łzy, starając się unormować oddech. Po kilku sekundach przesunęłam palcem po ekranie i przyłożyłam urządzenie do ucha,
-Tak? - zapytałam cicho.
-Gdzie ty, do cholery, jesteś - usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
-Jestem... w sumie to nie wiem, gdzie dokładniej.
-Jak to nie wiesz, gdzie jesteś? Zgubiłaś się?!
-No tak jakby. Można tak powiedzieć - jąkałam się - ale chyba wiem, jak wrócić.
-Jak to wygląda?
-Plaża. Niedaleko są budynki, w których świeci się mnóstwo świateł.
-Naprawdę, dużo mi to mówi - powiedział z sarkazmem.
-Wiem, jak wrócić - odparłam, przypominając sobie trochę drogę, jaką tu przybyłam.
-Z której strony mam wyjść?
-Idź tam, gdzie byliśmy wczoraj.
-Jest ciemno do cholery - warknął.
-Zauważyłam - syknęłam.
    Rozłączyłam się i ruszyłam w drogę powrotną. Moja pamięć mnie nie zawiodła i już po chwili byłam w miejscu, gdzie spotkałam całującą się parę? Można ich tak nazwać? Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Spacer, jeśli można to tak nazwać, zajął mi piętnaście minut. Poczułam na ramieniu dłoń, która na pewno
należała do blondyna.
-Martwiłem się - szepnął, przytulając mnie do siebie.
    Wtuliłam się w ciało piłkarza, starając się nie rozpłakać.
-Ej, mała, co się dzieje? Widzę, że coś jest nie tak.
-Jestem idiotką i teraz płacę za swoje błędy.
    Szepnęłam przez łzy. Reus objął mnie jeszcze mocniej i starał się uspokajać. Po kilku minutach byłam spokojniejsza. Łzy przestały spływać po moich policzkach, a mój oddech stawał się spokojniejszy. Opowiedziałam piłkarzowi z numerem '11' o wszystkim. Czułam, jak uginają się pode mną nogi, cała się trzęsłam. Blondyn nie wypuszczał mnie z objęć. Usiedliśmy na piasku, wtuleni w siebie. Mężczyzna zarzucił mi na ramiona bluzę, a dłońmi pocierał moje zimne ręce. Nie rozmawialiśmy. Między nami była cisza, ale nie taka niezręczna - wręcz przeciwnie. Jego obecność sprawiła, że się uspokoiłam. Nie mam pojęcia, jak to działa, ale działa.
-Wracajmy, bo robi się zimno - usłyszałam głos Niemca.
    Powoli wstałam z ziemi i ramię w ramię ruszyłam z nim w stronę hotelu. Będąc coraz bliżej ogarniała mnie niepewność. Bałam się konfrontacji z Mario i Ann. Najzwyczajniej w świecie bałam się tego, że zobaczę ich razem, wtulonych w swoje ramiona. Nogi ponownie odmawiały mi posłuszeństwa, lecz brnęłam w to dalej. Weszliśmy do środka budynku, kierując się w stronę pokoi. Marco powiedział, abym poszła do Anré, ponieważ ten się o mnie martwi. Zrobiłam tak, jak prosił blondyn i już po chwili siedziałam w pokoju brata, starając się mu wytłumaczyć, dlaczego wyszłam sama o tej porze.

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 10.

-Gotowa?
    Do mojego pokoju wszedł André. Mieliśmy iść na wieczór karaoke, o którym wcześniej mówił mi Marco. Pokiwałam głową na 'tak' i zabierając telefon z łóżka. wyszłam z pokoju. Zrobiliśmy kilka kroków i weszliśmy do windy. Mój brat wcisnął właściwy guzik i po pewnym czasie winda zatrzymała się na odpowiednim piętrze. Kiedy się rozsunęła, wyszliśmy z niej i wolny krokiem skierowaliśmy się do hotelowej restauracji. Na miejscu poinformowano nas, który stolik zajmują nasi znajomi, dlatego też nie mieliśmy problemu z odnalezieniem go. Dla pewności, młody kelner zaprowadził nas do należytego miejsca. Przy stoliku siedzieli już Marco, Mario oraz Ann. Zajęłam wolne miejsce obok Reusa, a mój brat zasiadł po mojej prawej stronie. Na przeciwko mnie siedział Mario, który od czasu do czasu posyłał mi uśmiech, zerkając na mnie co chwila. Poczułam się znowu tak, jak wtedy, gdy byliśmy nastolatkami. Te ukradkowe spojrzenia, niewinne uśmiechy.
-Zamówiliście już coś?
    Z transu wyrwał mnie mój brat. Nasi znajomi pokiwali przecząco głowami, tłumacząc to tym, iż na nas czekali. Nie chciało mi się nawet otwierać karty dań, więc skorzystałam z dobroci blondyna, wybierając i komentując z nim prawie każdą potrawę.
-Fuuu, Marco. Obrzydziłeś mi krewetki - zaśmiałam się.
-A Ty mi ostrygi - odpowiedział mi Niemiec.
-Co Wy tam robicie? - zaciekawił się mój brat - wygląda to, jakbyście się chcieli potajemnie całować - zagwizdał, po czym się zaśmiał.
-Rozgryzłeś nas André - wybuchnął śmiechem mój towarzysz.
-U la la. Nowa dziewczyna, Marco?
    Mój brat robił sobie jaja, czym zaczął, mnie irytować. Zbliżyłam się do niego i położyłam rękę na jego barku, wbijając w niego paznokcie.
-Jeszcze jeden taki żart, a porozmawiamy inaczej - syknęłam cicho - pamiętasz, kiedy ostatnio tak powiedziałam? - zapytałam, wiedząc, że bardzo dobrze to zapamiętał. Ten pokiwał jedynie głową i przestał robić sobie żarty ze mnie i Reusa, jakoby mielibyśmy być pary.
-To jakie macie propozycje? - zawołał piłkarz grający z numerem '11' na plecach.
    Kiedy wszyscy złożyli już swoje zamówienia, blondyn zwrócił się do mnie. Poprosiłam o sałatkę z kurczakiem. Marco na pewno miał już w zanadrzu plan, jak zniechęcić mnie do mojej potrawy. Podszedł do nas kelner i zebrał zamówienia. Rozmowa między mną, a Marco sprawiła, że straciłam poczucie czasu i nawet nie wiem, w którym momencie podano nam naszą kolację. Zabraliśmy się za jedzenie. Rozejrzałam się po sali, aby dowiedzieć się, w którym miejscu ma być osadzona scena dla osób biorących udział w karaoke. Estrada, znajdowała się tam, gdzie było najwięcej wolnego miejsca. W tle zaczęła lecieć muzyka i pierwsza osoba, która zdecydowała się na zaśpiewanie piosenki. Prowadzący zachęcał wszystkich do wzięcia udziału, dlatego też, Reus co chwilę kopał mnie w nogę pod stolikiem. Zapewne chciał mi przekazać tym, abym poszła. Zlekceważyłam go i po zjedzonym posiłku, wsłuchiwałam się w wokalistów.
-Są tu może osoby, które mają własne piosenki?
    Zapytał prowadzący, a mnie zmroziło. Jeśli Marco się w tym momencie odezwie, to zacznę planować, jak go zabić. Siedział cicho, więc powoli się uspokajałam, ale to była tylko cisza przed burzą. Lada moment wstał z miejsca i wskazał na mnie.
-Tutaj mamy artystkę - zawołał.
    Chciałam się zapaść pod ziemię. Niech mnie coś teraz pod nią wciągnie. Spojrzałam na niego gniewnie, a ten się tylko uśmiechał. Czułam na sobie wzrok wszystkich ludzi, którzy przebywali w tym momencie w restauracji. Błagałam w myślach, aby w tym momencie się coś wydarzyło, co odciągnęłoby ode mnie uwagę, abym mogła przemknąć do pokoju. Mario patrzył na mnie tak, że miałam wrażenie, że nawet nie mruga. Ale teraz jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Modelka powiedziała mu coś na ucho, a ten się zaśmiał i odwrócił wzrok. Wyraz twarzy Brömmel wskazywał na to, iż była z siebie bardzo zadowolona, wręcz dumna. Byłam ciekawa, co mu powiedziała. Z zamyślenia wyrwał mnie Marco, który dosłownie zaciągnął mnie na scenę i posadził przed pianinem. Wzrokiem przeleciałam całe pomieszczenie i ogarnął mnie strach. Wzięłam kilka głębokich wdechów, a prowadzący chciał nawiązać ze mną rozmowę.
-Jak się nazywasz?
-Natalia.
-Zaśpiewasz nam swoją piosenkę? O czym jest?
-Tak, piosenka jest mojego autorstwa, a nosi tytuł "milcząc".*
-W takim razie, proszę o wielkie brawa dla Natalii.
    Przymknęłam oczy i delikatnie nacisnęłam na klawisze pianina, które wydały z siebie oczekiwany przeze mnie dźwięk. Uśmiechnęłam się, a strach zniknął. Otworzyłam usta i wydobył się ze mnie czysty dźwięk. Z każdym kolejnym wersem było we mnie coraz więcej emocji.

 https://www.youtube.com/watch?v=9AVvjgjGZyk

If tomorrow was never born
believe me, I would say outright that
but you do not know me, I feel that somewhere in a previous life
you were so close to me
Although it seems to me look so ordinary
believe that in the middle of all tremble
I know that today the time is my enemy,
because our paths soon will spread

But how to catch you when I pull out a hand, you are slipping through my arms

Ref: Hear my scream, when I look in silence
Hear my scream, when I burn the silence
Hear once when I call you
or kill the feeling, before it beats me...

Maybe you are happy with someone,
maybe you have love in your heart, if so,
know that I do not want anything from you,
I'm gone, now I turn into shadow
I only ask you to remember, I would not have gone without a name
And there will be last after you a handful of the few memories
random

Now I won't catch you, stretch out a hand, and you'll slip through my hands

Ref: Hear my scream... **

    Kumulowało się to gdzieś we mnie, aby pod koniec dać upust w postaci łez. Zakończyłam swój występ, starłam łzy, które płynęły po moich policzkach, a na sali rozległy się brawa. Zaśpiewałam tę piosenkę po angielsku, mimo, iż oryginał napisałam po polsku. Stworzyłam ten utwór tutaj, na Ibizie. Kilka dni po przyjeździe na ten cudowny archipelag. Była całkowicie o Mario. Zdecydowanie o nim. Wróciłam do stolika, gdzie od razu przytulił mnie mój brat wraz z jego przyjacielem.
-Łaaaaał. To było - przerwał - nie mam słów - najstarszy mężczyzna naszego stolika, nie wiedział, co powiedzieć - Ty masz niesamowity talent.
-Wiadome, w końcu Schürrle - roześmiał się mój brat.
    Mario wpatrywał się we mnie, a po chwili po prostu wstał i szybkim krokiem wyszedł z restauracji. Miałam ochotę za nim wyjść, a tymczasem siedziałam słuchając wywodów André i Reusa.




###

Apeluję o nieobrażanie Ann.
Niestety wyszło tak, że przybrała w opowiadaniu "gorszą stronę", ale proszę, aby jej nie obrażać.



* "Milcząc" jest to piosenka Marty Bijan.
** Tekst 'Marta Bijan - Milcząc'
                                             Gdyby jutro miało nigdy nie narodzić się 
uwierz, powiedziałabym Ci wprost, że
choć nie znasz mnie, ja czuję, że gdzieś w poprzednim życiu
byłeś tak blisko mnie
Choć spojrzenie me wydaje się tak zwyczajne
uwierz, że w środku cała drżę
Wiem, że czas jest dziś mym wrogiem,
bo nasze ścieżki wkrótce rozejdą się

Ale jak złapać Cię, gdy wyciągam dłoń, Ty wymykasz mi się z rąk

Ref. Usłysz mój krzyk, gdy patrzę, milcząc
Usłysz mój krzyk, gdy płonę ciszą
Usłysz choć raz, gdy Ciebie wołam
lub zabij uczucie, nim mnie pokona

Może jesteś z kimś szczęśliwy,
może miłość w sercu masz, jeśli tak jest,
wiedz, że nie chcę nic od Ciebie,
już mnie nie ma, już usuwam się w cień
Proszę tylko byś pamiętał, bym nie odeszła bez imienia
I zostanie mi po Tobie tych nielicznych wspomnień garść
przypadkowych

I już nie złapię Cię, wyciągnę dłoń, a Ty wymkniesz mi się z rąk

Ref. Usłysz mój krzyk...

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 9.

-Natalia co jest?
-Marco, ja go kocham.
-Ale Ty...
-Tak wiem. Może tego nie widzisz, bo to ukrywam. Nie chcę ciągłych pytań, co się stało, pocieszeń. Nie chcę tego. Chcę jego - nie potrafiłam pohamować łez - Kocham go, rozumiesz? - wyszeptałam.
-To, dlaczego się rozstaliście? - usiadł obok mnie, kładąc dłoń na moje ramie.
-Oboje siebie raniliśmy. Chcę jego szczęścia..
-On jest szczęśliwy tylko przy Tobie.
-Marco..
-Co Marco? Co Marco?! - uniósł się - Musicie się pogodzić. Nie mogę patrzeć na Was... bez Was... Takich przybitych... No wiesz, o co mi chodzi.
-To nie takie łatwe - westchnęłam.
-Jak nie? - zdziwił się.
-Teraz jest szczęśliwy z Ann. Chcę jego szczęścia.
-On nie jest z Ann. Przyleciała tu, bo tak jakoś wyszło z ich rozmowy, że wpadnie.
    Po słowach blondyna zapadła cisza. Słychać było tylko fale odbijające się od jachtu, grającą muzykę, a także śmiech osób znajdujących się na pokładzie. Marco po chwili wstał i bez słowa odszedł w stronę André. Oparłam głowę o barierkę i zagłębiłam się w myślach. Zastanawiałam się, w którym miejscu coś się zepsuło. Wspomnieniami szukałam momentu, w którym mój związek z Mario zaczynał się powoli uszkadzać. Nic mi nie przychodziło do głowy. Jedynie ostatnie kłótnie. Mam ochotę podejść do niego w tym momencie i po prostu wtulić się jego ciało. Bez żadnych słów. Potrzebuję jego ramion, jego dotyku, jego czułych słów. Potrzebuję jego. Raz się żyje. Zauważyłam, że stoi sam. Oparty był o stolik i wpatrywał się w morze. Wyglądał idealnie. Miał na sobie niebieskie spodenki, pamiętam jak je kupowaliśmy, oraz czarne okulary przeciwsłoneczne. Wyglądał na zamyślonego. Niepewnym krokiem szłam w stronę miejsca, w którym znajdował się Niemiec. Chyba dostrzegł, że zmierzam w jego kierunku, ponieważ momentalnie się wyprostował i wpatrywał się w moją osobę. Posłałam mu delikatny, a zarazem niepewny uśmiech, lecz kiedy na jego ustach pojawił się ogromny uśmiech, jak na zawołanie, troszkę się rozluźniłam i już pewniejszym krokiem do niego zmierzałam. Wreszcie stanęłam przed nim i już otwierałam usta, aby zapytać, czy możemy porozmawiać, kiedy Ann "porwała" mi go. Jęknęłam cicho i zniechęcona udałam się do środka jachtu. W małym salonie zastałam Marco, który wrzucał do sokowirówki owoce. Stanęłam przed nim, kładąc łokcie na blacie, a na nich oparłam głowę.
-Już prawie chciałam go poprosić o rozmowę, a tu bum, Ann mi go sprzątnęła sprzed nosa - mruknęłam, co rozśmieszyło Niemca.
-Zawracamy, bo o 20:00 w hotelowej restauracji ma być coś w stylu karaoke - zmienił temat.
-Chcesz śpiewać?
-Ja nie, ale Ty tak.
-Słoneczko Ci przygrzało?
-Zaśpiewałabyś jedną z tych Twoich piosenek...
-Skąd wiesz? - zdziwiłam się.
-No bo wiesz... ten zeszyt. On tak leżał i wręcz błagał mnie, żebym go wziął.
-Grzebałeś w moich rzeczach?!
-On leżał w..
-W szufladzie, na samym dole.
-Szukałem ładowarki do aparatu,
-Kretyn - fuknęłam.
-To jak będzie? - uśmiechnął się.
-Nijak, spadaj.
-Napisałaś je kilka dni temu, prawda?
-Może..
-Są o Mario.
-Pytasz, czy stwierdzasz?
-Ale mam rację, tak?
-Mhm. Ale, jeżeli piśniesz komukolwiek chociażby słówko, to zginiesz, Reus.
-Nie powiem nikomu - udawał przerażenie.

~*~

    Została mi ostatnia lekcja i będę mogła spokojnie wrócić ze szkoły do domu. Jeszcze tylko jedna godzina lekcyjna i wrócę do mojego kochanego domku. Przed chwilą skończyłam WF. Dzisiaj mieliśmy połączony z chłopakami, ponieważ nie było naszej wf-istki. Do wyboru były dwie dyscypliny. Piłka nożna oraz siatkówka. Ja jako jedyna dziewczyna chciałam grać w piłkę nożną. Reszta płci żeńskiej, albo wybrała siatkówkę, albo siedziała, zarzekając się, że nie będą w nic grać. Wyszłam zadowolona z szatni, wpadając na Mario.
-Wiem, że na mnie lecisz, ale nie musisz tak wpadać. To ja mogę zaoferować spotkanie, jeśli jesteś nieśmiała, ale znam Cię nie od dziś Schürrle.
-Götze, Skarbie, nie zapędzaj się tak.
-Mała, wyjdziemy gdzieś na miasto, nie mów, że nie chcesz - objął mnie ramieniem, kiedy szliśmy po schodach.
-Gwiazdeczko, idź do tłumu ubóstwiających Cię fanek. O popatrz - zaśmiałam się, kiedy grupka dziewcząt wręcz wypadł zza zakrętu korytarza.
-Ooo nie - krzyknął Niemiec i złapał mnie za rękę.
    Biegł po schodach, ciągnąć mnie za sobą. Wołałam, żeby mnie puścił, ale ten nic sobie z tego nie robił. Będąc już na korytarzu, rozejrzał się i pociągnął mnie do jakiegoś schowka. Było to małe pomieszczenie, w którym było ciemno. Z żadnej strony nie wpadało światło, a żarówka się najwidoczniej spaliła. Czułam oddech młodego piłkarza na swoim karku. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, ale starałam się to opanować. Mario był przyjacielem mojego starszego brata. Zawsze sobie docinaliśmy, ale mimo wszystko trzymaliśmy się razem. Chodziliśmy razem do klasy. Siedzieliśmy razem na wszystkich lekcjach. Nie było mowy, abym z nim nie siedziała, ponieważ od razu z jego strony wypływało oburzenie. Uwielbiałam spędzać z nim czas. Był zabawny, zawsze uśmiechnięty, przystojny, kochał piłkę nożną. Wręcz, jak dla mnie, ideał. Co ja mówię. Jest moim przyjacielem - pomyślałam w tamtym momencie. Zaśmiałam się na samo wspomnienie.
-Co my tu robimy?
-One mnie porozrywają.
-Biologia się zaczęła - zaśmiałam się, słysząc dzwonek na lekcję - chodź.
-Nie.
-Götze, nooo.
-Poczekaj chwilę, niech one stąd pójdą
-Mają przecież lekcje obok nas.
-Daj mi jeszcze chwilkę, kilka minut i pójdziemy na lekcję do tej jędzy.
-Ej, pani Schulz jest fajna - roześmiałam się.
-Cicho - skarcił mnie, zasłaniając mi ręką usta.
    W pewnym momencie poczułam dłonie na moich biodrach. Oddech Mario był przyspieszony. Coraz bardziej czułam na swojej skórze wydychane przez mężczyznę powietrze. Wargi zaczęły mnie mrowić, kiedy dotknął swoimi ustami, moich. Nie chciałam tego przerywać, ale byliśmy wtedy przyjaciółmi.
-Mario - szepnęłam.
-Ciii.
    Zignorował mnie i delikatnie musnął moje usta. Starałam się kontrolować, lecz nie potrafiłam, kiedy czule mnie pocałował. Cholera, przecież on mi się podobał od kiedy André mi go przedstawił. Odwzajemniłam pocałunek, zarzucając ręce na jego szyję.
-Nie - lekko odepchnęłam go od siebie - nie możemy. Przyjaciele się nie całują.
-Nie musimy być przyjaciółmi.
-Zapomnijmy o tym, co miało miejsce kilka sekund temu - powiedziałam niepewnie.
-Nie - zaprzeczył.
    Drzwi momentalnie się otworzyły, a do środka wszedł woźny.
-Co Wy tu robicie?
-Dzień dobry panu - zaczęłam.
-Natalia, Mario, na lekcje, ale już. Gdyby Was tak tutaj przyłapała pani Claudia, to byłoby po Was.
    Pani Claudia była najwredniejszą sprzątaczką w szkole. Czasami miałam wrażenie, że najbardziej nie lubiła naszej klasy, a w szczególności Mario, kilku chłopaków oraz mnie. Wyszłam ze schowka i ruszyłam w stronę klasy, w której miałam lekcję. Stanęłam przed drzwiami i zapukałam. Weszłam do środka, a za mną wręcz czołgał się Götze, ponieważ on nie lubił tego przedmiotu, a raczej nauczycielki, która nas uczyła.
-Dzień dobry, przepraszamy za spóźnienie.
    Pani Schulz jak zawsze ponarzekała na nas i kazała usiąść. Jedyna wolna ławka znajdowała się zaraz przed biurkiem nauczycielki. Westchnęłam i podążyłam w jej kierunku. Zajęłam miejsce, a obok mnie usiadł mój przyjaciel. Dostaliśmy projekt do zrobienia. Jak zawsze robiłam go z Mario. Mój kolega z ławki zbliżył się do mnie, chcąc pewnie znowu skomentować nauczycielkę, ale ta od razu na nas nakrzyczała i wyrzuciła nas z klasy. Mario zadowolony wyszedł ze szkoły. Poszedł w kierunku swojego auta, a ja chodnikiem ruszyłam na przystanek autobusowy. Po chwili obok mnie pojawił się samochód Mario. Spojrzałam w bok i ujrzałam jego wesołą twarz.
-To jak, pójdziemy do lodziarni? - zapytał, a ja się zaśmiałam - wskakuj, nie pozwolę Ci wracać inaczej niż ze mną.
-Kretyn - uśmiechnęłam się i wsiadłam do auta.

~*~

    Uśmiechnęłam się, wspominając licealne lata. Niestety one już nie wrócą. Mogę jedynie przedłużyć te cudowne lata z Mario. Kocham go. Mam nadzieję, że wybaczy mi to rozstanie.


*****

Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych, chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia, a także zdrowych i radosnych świąt, spędzonych w wiosennym nastroju.

życzy
Anonimowa N.